*********************************** STRONA ZAWIERA TEKSTY OBRAZOBURCZE!!! CZYTASZ NA WŁASNE RYZYKO**************************
piątek, 29 marca 2013
czwartek, 28 marca 2013
sobota, 23 marca 2013
Słownik Poprawnej Politycznie Polszczyzny
Ponieważ ostatnimi czasy, język polityczny a zarazem
społeczny doznał bolesnej wulgaryzacji, profesor Dżordż Drożdż z uniwersytetu w
Gliniankach Dolnych, postanowił upublicznić fragmenty swojego słownika
polszczyzny poprawnej politycznie. Oto kilkanaście zwrotów które nadają
rozmowie dynamiczności, podnoszą jej temperaturę, a jednocześnie są poprawne
politycznie:
Ty penisie
Ty wagino
Ty niemądra wagino
A penis ci w sempiternę
Odstosunkuj się
A przystosunkować ci?
Wystosunkowywać (w celu wygonienia kogoś)
Stosunkować KS. Parzygnaty!!! (okrzyk na meczu)
Ty stosunkowany podzespole rowerowy
Nierządnica jego rodzicielka
Ty nierządnico
Ty z nierządnicy synu
Rodzicielko stosunkowacz (popularne w Ameryce)
O nierządnica!
Nierządnica, ja stosunkuję
Do nierządnicy nędzy
Wynierządnicować (np. kamieniem w okno)
Penisowo (na określenie np. naszego samopoczucia)
Penis wie (kiedy nie znamy odpowiedzi)
Nie ma penisa we wsi (cos niemożliwego do wykonania)
Penis strzelił (przepadło)
Penis ci w oko (nie zgadzam się z tobą)
Chyba cię nierządnica bóstwo opuściło
Profesor Dżordż Drożdż podaje tez przykłady użycia
politycznie poprawnej polszczyzny w zdaniach. Podajemy za profesorem kilka
przykładów.
Wystosunkowywuj ty z nierządnicy stosunkowany, bo jak ci
przystosunkuję to nierządnica wystosunkujesz w drzewo, aż ci penis odpadnie! –
w starej wersji „Odejdź kolego”
Ja stosunkuję, czego nierządnica do penisa wafla ty
stosunkowany z nierządnicy? – czego chcesz przyjacielu.
Będziemy czekać na postępy prac profesora Drożdża i
obiecujemy publikować co ciekawsze fragmenty.
wtorek, 12 marca 2013
Transmisja z końca świata

Reporter Telewizji o tajemniczej nazwie „Telewizja”, poprawił czapką z pomponem. Śnieg z pompona zleciał na trzymany przez niego mikrofon. Reporter zaklął, używając słów zaczynających się na przeróżne litery, posądzając o prostytucję matkę jakiegoś tajemniczego „Jego”. Potem otrzepał mikrofon, ręką w czarnej, skórzanej rękawiczce. Kamerzysta powciskał kilka przycisków, położył sobie kamerę na ramieniu i dał palcami znak, za ile sekund wejdą na antenę. Trzy… dwa… jeden… poszło.
-Walery Męczybuła, Wiadomości – rozpoczął z wyuczoną ekspresją, reporter – Witam Państwa serdecznie w ten zimny i śnieżny poranek. To tu, w to pole Wincentego Gruchały uderzy asteroida, o której mówimy na naszej antenie przez ostatnie dwa tygodnie. Będziemy transmitować te ostatnie chwile naszej planety na żywo. W naszym studio, trzej wybitni specjaliści: Ksiądz Sławomir Kaplica z Archidiecezji Sudecko-Mazurskiej, który postanowił ratować nasz świat przy użyciu egzorcyzmów, Alfons Cielak, profesor nadzwyczajny uniwersytetu w Miągwicach Małych, zajmujący się na co dzień rozważaniami na temat końca świata i co potem, i Mikołaj Zaduch, specjalista od palenia tytoniu w windzie.
-Szczęść Boże – przywitał się kulturalnie ks. Kaplica, wstając z fotela i dygając, lekko przy tym unosząc czarną jak noc grudniowa, sutannę.
-Nie no… bez jaj… - zaperzył się profesor Cielak – Jakie „szczęść”?... jakie „szczęść”?
-To jakby się Pan przywitał? – zapytał zaskoczony reakcją profesora, ks. Kaplica.
-Dziadowski dzień Państwu – powiedział spokojnie profesor i lekko skłonił głowę.
-Jechałem windą – powiedział w kierunku pozostałych, Zaduch Mikołaj. To spowodowało pewną konsternację. Przerwał ją reporter.
-Taaaak… będzie jeszcze okazja aby porozmawiać na ten temat – powiedział do mikrofonu – pozostało nam dokładnie 10 minut i 29 sekund do katastrofy. Asteroida nazwana przez naukowców CF59878 a popularnie zwana „Pyzą”, spadnie dokładnie tutaj. Obliczono, że siła uderzenia będzie tak silna, iż rozłupie nasza planetę na dwie połowy.
-Nierówne połowy – wtrącił się profesor Cielak – mówię to jako naukowiec.
-Połowy są równe – powiedział ks. Kaplica – pamiętam to z zajęć w seminarium…
-Kto zaprosił tego czarnego ignoranta? – zapytał profesor.
-Ja tu będę odprawiał egzorcyzmy, proszę Pana! – zaperzył się ks. Kaplica.
-Trzeba było jeszcze indiańskiego szamana zaprosić – zripostował profesor Cielak.
-Próbowaliśmy, ale miał jakiś wykład na uniwersytecie ... z fizyki kwantowej... czy coś... – zastanowił się reporter, zerkając ku niebu – ale my tu gadu, gadu a czasu coraz mniej...
-W windzie też jest mało czasu – powiedział Zaduch Mikołaj – szczególnie między parterem a pierwszym piętrem...
-Hmm, a czemu nie między drugim a trzecim? – zapytał ks. Kaplica – przecież to też różnica jednego piętra...
-Tego też go w seminarium uczyli? – zaśmiał się profesor Cielak.
-Mieszkałem na trzecim – odpowiedział ksiądz
-Bo u nas winda zwalniała – powiedział Zaduch
-Że jak? – zapytali jednym głosem, ksiądz z profesorem.
-Powyżej pierwszego zwalniała – odparł Mikołaj Zaduch
-Panowie... panowie – przerwał im redaktor – wróćmy jednak do „Pyzy”
-Gdzie? – zdziwił się ksiądz Kaplica
-Do naszej asteroidy, która już niebawem przyniesie Ziemi zagładę i zmianę rozkładu jazdy PKP – wyjaśnił reporter
-Aaa... – ze zrozumieniem zamruczał ksiądz – ale może da się tego uniknąć, przygotowałem specjalny egzorcyzm, przygotowany w XIV wieku i wykorzystany do odgonienia złych duchów, trolli, deszczu i meteorytu tunguskiego
-No to raczej z meteorytem tunguskim się nie udało - powiedział profesor Cielak – że tak powiem, pieprznął centralnie
-Udało się – pewnie powiedział ksiądz Kaplica
-Udało się? – zdziwił się profesor – co?
-Przesunąć... znaczy... – zakasłał ksiądz Kaplica – troszkę...
-Przesunąć? – ponownie zapytał profesor Cielak – Co przesunąć? Zamek błyskawiczny w gaciach?
-No nie... – zająknął się ksiądz – to uderzenie meteorytu... się udało przesunąć
-O ile? – zapytał profesor mrużąc oczy
-Według badań teologów z Akwizgranu – powiedział ksiądz Kaplica – i notatek Jirzego Pochlasty z Hradec Králové, dzięki odprawieniu egzorcyzmu numer XCV/dd56/GRrr/PUFF... udało się przesunąć uderzenie meteorytu o jakieś... 5 centymetrów... ufff
-No proszę – zaśmiał się profesor Cielak – sukces!
-O...o...ogromny – zająknął się ksiądz
-Taa... ksiądz też raczy przesunąć naszą asteroidę o pięć centymetrów? – zapytał profesor
-No nie, techniki egzorcyzmowania poszły daleko do przodu – powiedział ksiądz Kaplica
-O sześć? – dopytywał się profesor Cielak
-No... przecież dziewięć wieków minęło – zaperzył się ksiądz
-O dziesięć? – zapytał ponownie profesor
-No... aż tak daleko te techniki... to nie poszły – z lekkim zażenowaniem odparł ksiądz.
-Kiedyś jarałem w windzie towarowej – rzucił od niechcenia Zaduch Mikołaj
-Kto tego świra zaprosił? – zapytał profesor Cielak, wskazując palcem na Zaducha.
-Panowie!.. panowie – próbował uspokajać reporter – może zamiast się licytować o centymetry...
-Ja się nie licytuję – wtrącił profesor – moje centymetry są znane i ponad przeciętne
-Co za świntuch! – powiedział zgorszony ksiądz Kaplica
-Czarny zazdrości co? – zaśmiał się profesor Cielak – niech lepiej już do tych egzorcyzmów przystąpi, bo chciałem ten koniec świata w spokoju obejrzeć
-A proszę Pana bardzo – zaperzył się ksiądz Kaplica – jeszcze będzie mi Pan dziękował... za ocalenie, zobaczy Pan
-To będzie niecodzienny widok – powiedział reporter – po raz pierwszy w życiu, zobaczycie Państwo ten tajemniczy i owiany legendami obrzęd, na żywo... prosimy księdza Kaplice o rozpoczęcie rytuałów
-A proszę bardzo – odparł ksiądz i wstał z fotela. Wyciągnął ręce nad głowę i przymknął oczy – skuś baba na dziada, skuś baba na dziada... apage meteoros... apage meteorytas... apage asteroidas... a kysz... a kysz... a kysz... i już
-Błehehehe – roześmiał się profesor Cielak i zaczął się z tego śmiechu pokładać – i to ma nas ocalić???
-Przędziorki z rzeżuchy przegoniło – odparł ksiądz Kaplica i usiadł urażony.
-Przędziorki... – zawiesił głos profesor – Panie redaktorze, bądźmy poważni... czeka nas widowiskowy koniec świata, podejdźmy do tego z należnym szacunkiem
-No właśnie – zagaił redaktor – Panie profesorze, a co po końcu świata? Pan się przecież tym zajmuje.
-Taaak... – zaciągnął profesor Cielak i poskrobał się po brodzie w sposób naukowy – Cóż po końcu świata? Wraz z kolegami naukowcami, długie godziny poświeciliśmy na analizowanie co się stanie kiedy świat się skończy...
-I do jakich wniosków Panowie doszli? – zapytał redaktor, podskakując aby rozgrzać trochę zmarznięte ciało.
-Hmm... że generalnie niewiele się zmieni – odparł spokojnie profesor – lekko podskoczą akcje firm naftowych, klimat się lekko oziębi, no i mistrzostwa świata w piłce nożnej będą się teraz odbywać między półkulami, które jak mniemam, uda się połączyć mostem
-Ale... panie profesorze – zająknął się redaktor – Ale przecież na Ziemi zginie wszelkie życie?
-Tak? – zapytał jakby zdziwiony profesor – A no to koncepcja mostu upada...
-Jarałem kiedyś na moście w Brzegowni Wielkiej – rzucił od niechcenia Zaduch – drewniany był... ten most... ale to nie to co winda
-Byłem w zeszłym tygodniu w Brzegowni – powiedział ksiądz Kaplica - ... ale tam żadnego mostu nie ma
-Przecież mówię... drewniany był – odpowiedział miłośnik palenia w windzie
-Tak to jest z kretynami – powiedział profesor Cielak – palą na drewnianym moście, a potem mostów u nas brakuje... a by się przydał teraz ten budulec, przy budowie mostu między półkulnego
-Ta koncepcja upadła – podpowiedział redaktor
-Ano tak – zreflektował się profesor.
-Wypierdziela mi z mojego rzepaka! – dał się słyszeć głos zza kadru. Po sekundzie zwłoki, kamera drgnęła, pokazując nadchodzącego rolnika w gumofilcach, berecie i odświętnie wyglansowanymi widłami w rękach.
-Wypierdziela mi pókim dobry – krzyczał rolnik – Popatrz kurduplu ileście mi rzapaka ozimego wydeptali!
-Rzepaku... – poprawił rolnika pan redaktor
-Ty mnie tu nie ucz, pieruński synu – zdenerwował się jeszcze bardziej rolnik – Przylezie to takie jedno z drugim i depce... już jak żeśta się obok soszy zatrzymali, to wiedziałem, żeśta gorsze jak stonka
-Szosy – poprawił redaktor. I niepotrzebnie, bo rolnik dźgnął go widłami w tyłek.
-Panie... Panie!!! – zbolałym głosem krzyknął redaktor – Cały świat na Pana patrzy, a Pan tu z przestarzałym narzędziem rolniczym na nas nastaje
-Jaki świat? – zapytał rolnik
-Cały – odparł redaktor Męczybuła
-Gdzie? – zapytał rolnik
-W d... znaczy w ten monitorek Pan patrzy – powiedział redaktor rozmasowując sobie pośladki. Rolnik nachylił się i zerknął na przyglądające mu się z ciekawością osoby w studiu.
-Tych trzech to cały świat? – zapytał zerkając na redaktora
-To nasi wybitni przedstawiciele... – powiedział redaktor – Ksiądz Kaplica...
-Niech będzie pochwalony – przywitał się ksiądz i ponownie dygnął, lekko machając sutanną
-A niech będzie – odparł rolnik – Chociaż Lony to ja żadnej nie znam...
-Profesor Cielak – redaktor przedstawił kolejnego gościa
-Cielak? – zapytał rolnik – mam dwa cielaki, ale żaden nie jest profesorem...
-I Zaduch Mikołaj – zakończył prezentację redaktor
-Jarałeś kolego w windzie? – zapytał Zaduch
-Skąd żeśta tych zboczuchów nabrali? – zapytał rolnik, zwracając się do redaktora.
-To nie zboczuchy... chociaż... –zastanowił się redaktor – To fachowcy od końca świata. Tu w to pole, w tym właśnie miejscu, już za moment spadnie z kosmosu gigantyczna asteroida i zakończy żywot naszej błękitnej planety
-Tu? – zapytał rolnik – W mojego rzepaka?
-Aaa to Pan jest Gruchała Wincenty? – z błyskiem zrozumienia w lewym oku zakrzyknął redaktor Męczybuła
-Tak, ja... Wincenty syn Wincentego, który Wincentego synem był – powiedział rolnik – I ja się nie zgadzam, żeby jakieś łachmyty deptały mój zasiew i żeby jakaś astr... asre... bomba na pole mi spadała... w rzepaka
-W rzepak – ponownie, niepotrzebnie poprawił redaktor i ponownie został ugodzony grabiami.
-A kiedy ona tu zlata? – zapytał Wincenty Gruchała
-Zle... znaczy zlata za... – powiedział redaktor, zerkając na zegarek – za jakieś pięć minut
-A zatrzymać się jej nie da? – zapytał Wincenty
-Ksiądz nie dał rady egzorcyzmem – odparł redaktor – A to była nasza ostatnia szansa, po tym jak nie dały rady amerykańskie rakiety z napisem „made in china”.
-Nasz proboszcz to nie dawał nawet rady sam jeździć – powiedział Wincenty – Wozić go trza było... mercedesem... to i nie dziwota, że zwykły księżulo rady nie dał
-Ja sobie wypraszam! – zakrzyknął w studiu ksiądz Kaplica – Ja nie jestem „zwykły” !!!
-Czarny siada – powiedział spokojnie profesor Cielak – Wygłupił się z egzorcyzmem, to niech teraz w skupieniu doczeka na asteroidę
-Właśnie – powiedział reporter, spoglądając w niebo – Zerkam tak właśnie ku górze aby zobaczyć, czy już coś widać... ale nie widać
-A dobrze to obliczyliście? – zapytał profesor
-Cały sztab liczył to na komputerach, potem na kalkulatorach, na liczydłach i w końcu na papierze – odparł redaktor – I wszystkie wyniki wskazywały na to pole
-Na moje pole, konusie jeden – zdenerwował się Wincenty Grucha
-Tak, na Pańskie – odpowiedział redaktor – Tylko nie konusie!!!
-Zabierają te pudła i wypierdzielają mi z pola – krzyknął Wincenty Grucha – bo jak na widły nadzieję to się wam średniowiecze przypomni...
-To już i tak nie ma znaczenia – smutnym głosem powiedział reporter – za chwile i tak zakończy się nasza egzystencja na tym padole... Panowie, może ostatnie słowo... może chcecie coś powiedzieć... może czegoś żałujecie?
-To ja powiem, ze tak naprawdę to wcale nie mam powołania – powiedział ksiądz Kaplica – a chciałem zostać księdzem, bo lubię się przebierać w damskie ciuszki... zresztą pod sutanną mam damska bieliznę...
-Ksiądz jest obrzydliwy – powiedział zdegustowany profesor Cielak
-A mam to gdzieś – odparł ksiądz – teraz to bez znaczenia i cała kuria może mnie w tą... no... powiem, a właśnie, że powiem... w dupę mnie może pocałować
-Ksiądz to po bandzie idzie – powiedział profesor.
-A kolega to żadnych grzeszków nie ma? – zapytał z przekąsem w głosie, ksiądz Kaplica
-Ja? – zdziwił się profesor
-No Pan – potwierdził ksiądz
-No... jakby to... powiedzieć... – zaczął się zastanawiać profesor Cielak
-Prawdę niech Pan powie... jak na spowiedzi – odparł ksiądz Kaplica
-A niech tam... – zaczął profesor – ten uniwersytet na którym wykładam, to lipa... zresztą pod tym adresem jest pole ze starą lipą... a my z kolegami, za państwowe pieniądze i za pieniądze z dotacji chlamy i jeździmy za granicę... o... i tyle miałem do powiedzenia
-No proszę – powiedział ksiądz Kaplica
-I też mam to głęboko w ... tej co ksiądz powiedział, mogą mi teraz skoczyć obunóż i z rozbiegu – dodał profesor Cielak
-Mhm – mruknął ksiądz i zerknął w kierunku Zaducha Mikołaja – a kolega do czego by się chciał przyznać?
-Że rzuciłem palenie – powiedział przybity Zaduch – i to dwa lata temu...
-No Sodoma i Gomora – zaklął właściciel feralnego pola, Wincenty Gruchała – mówiłem, że jakieś cholerne zboczuchy...
-I tym akcentem będziemy się z Państwem żegnać... na zawsze – powiedział redaktor Męczybuła – rozpocznijmy więc odliczanie ... 60..59...58...
W tym momencie redaktor złapał się za ucho, gdzie miał założoną słuchawkę łączącą go ze studiem.
-Aha... tak... serio? – przemawiał do mikrofonu i zerkając od czasu do czasu w niebo – rozumiem... szanowni goście w studio... szanowni Państwo przed telewizorami... dostałem właśnie sygnał ze studia... że oczekiwana przez nas asteroida, okazała się... zanieczyszczeniem na monitorze w obserwatorium w Kanadzie... więc nic nam nie grozi...
-O boziu – zakwilił ksiądz Kaplica i ukrył się za fotelem w studio
-O ja cię – zawtórował mu profesor Cielak
-Z tym rzucaniem to żartowałem – dodał Zaduch i na dowód prawdomówności, wyciągnął pogięty kawałek papierosa
-Nie będzie astre... asre... nie będzie??? – zapytał rolnik Wincenty
-Nie będzie! – zaśmiał się redaktor i chciał ze szczęścia go objąć
-A poszed mi!!! – krzyknął Wincenty – Degeneraty jedne w tym studiu... antychryst... złodziej i kłamca, i jeszcze geje mi rzepaka wygnietli...
-Rzepak... – poprawił go redaktor i ponownie tego pożałował, bo Wincenty Gruchała, nie oglądając się na gości w studio, na miliony widzów i ogólnie na nikogo dźgnął redaktora widłami w miejsce, gdzie ksiądz Kaplica miał kurię. Przez długą chwilę, widzowie mogli oglądać scenę przeskakującego redliny redaktora i goniącego go z widłami właściciela pola z rzepakiem. Aż do momentu kiedy rolnik zwrócił się w kierunku kamerzysty.
piątek, 8 marca 2013
niedziela, 3 marca 2013
Od Redakcji
W dniu wczorajszym, nieznany reporter uchwycił na zdjęciu naszego prezesa, przewożącego nowe materiały do redakcji. Prezentujemy to zdjęcie poniżej.
100tka

Redaktor -Witam Państwa w naszym cotygodniowym, krótkim wywiadzie. Nazywam się Galileusz Pcimski, a to moja pierwsza rozmówczyni, Pani Krowa
Pani Krowa – Dzień dobry Państwu
Redaktor -Bardzo miło mi jest Panią poznać, szczególnie w tak ważnym dla Pani dniu.
Pani Krowa -Mnie również jest bardzo miło.
Redaktor –Pierwsze moje pytanie dotyczy oczywiście czasu. Jak długo się Pani do tego przygotowywała
Pani Krowa –Całe trzy lata. 36 miesięcy ciężko przepracowanych
Redaktor –No to faktycznie. Ogromny wkład pracy
Pani Krowa – Ale nie tylko mój. Nie można zapomnieć tu o właścicielu i całym sztabie szkoleniowy... no i o dietetykach, tylko dzięki ich profesjonalizmowi, wytrwałości i systematyczności mogłam osiągnąć to wszystko... ten dzisiejszy występ
Redaktor – I to jedyny w życiu
Pani Krowa –Tak. Jestem przygotowana w stu a może nawet w dwustu procentach. Proszę zresztą na mnie spojrzeć
Redaktor –Faktycznie, wygląda Pani imponująco. Te mięsnie... i błyszcząca skóra
Pani Krowa –A dziękuję bardzo, dziękuję
Redaktor – No to cóż. Bardzo miło mi się z Panią, Pani Krowo rozmawiało, ale kątem oka widzę, że już Panią wołają
Pani Krowa – Tak, też widzę moich masażystów
Redaktor – Tak więc jeszcze raz dziękuję i życzę Pani sukcesu, w który włożyła Pani taki ogrom pracy
Pani Krowa –Dziękuję bardzo. Postaram się nie zawieść Pańskiego i Państwa zaufania Redaktor – Ja również dziękuje za wywiad. Spod ubojni nr 2, żegna się z Państwem Galileusz Pcimski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)
.jpg)

.jpg)








































