*********************************** STRONA ZAWIERA TEKSTY OBRAZOBURCZE!!! CZYTASZ NA WŁASNE RYZYKO**************************
piątek, 2 maja 2014
piątek, 11 kwietnia 2014
środa, 12 marca 2014
sobota, 8 marca 2014
piątek, 7 marca 2014
wtorek, 18 lutego 2014
czwartek, 13 lutego 2014
KOLORY
Kolory – 12.02.2014
Takie piękne jest niebo, granatowe
Żółty piasek się odcina mocna kreską
Jesień przez park zapieprza, gubiąc liście
Płomieniami wirując nad kładeczką
Czerwień wozów strażackich, złoto kasków
W kroplach wody zaklęte są pryzmaty
Pokaz akcji bojowej w szarym dymie
Zamknięty w barwnej fotografii
Trzy kolory, czerwony, a więc stoję na przejściu
Rozglądając się, gdzie jest to wszystko
Za cholerę nie widzę, ale trudno się dziwić
Skoro jestem od dziecka daltonistą
Takie piękne jest niebo, granatowe
Żółty piasek się odcina mocna kreską
Jesień przez park zapieprza, gubiąc liście
Płomieniami wirując nad kładeczką
Czerwień wozów strażackich, złoto kasków
W kroplach wody zaklęte są pryzmaty
Pokaz akcji bojowej w szarym dymie
Zamknięty w barwnej fotografii
Trzy kolory, czerwony, a więc stoję na przejściu
Rozglądając się, gdzie jest to wszystko
Za cholerę nie widzę, ale trudno się dziwić
Skoro jestem od dziecka daltonistą
Pan Polityk
Pan Polityk - 12.02.2014
Proszę Pana, ten polityk to jest święty
On nie skrzywdzi ani chrząszcza ani muchy
Kiedy mieszkał jeszcze u nas w kamienicy
To na wolność puszczał nawet karaluchy
Proszę Pana, ten polityk to jest święty
On nie skrzywdzi ani chrząszcza ani muchy
Kiedy mieszkał jeszcze u nas w kamienicy
To na wolność puszczał nawet karaluchy
On złotówki nie wziął nigdy od nikogo
Z biednym się podzielił chlebem oraz kocem
Jest patriotą, bogobojnym ideałem
Krystaliczna jego dusza, myśli złote
Nie wiem czemu dopieprzacie się do niego
Wy pismaki i wszystkie medialne gnoje
To, że nawalony zleciał dziś z mównicy
Z biednym się podzielił chlebem oraz kocem
Jest patriotą, bogobojnym ideałem
Krystaliczna jego dusza, myśli złote
Nie wiem czemu dopieprzacie się do niego
Wy pismaki i wszystkie medialne gnoje
To, że nawalony zleciał dziś z mównicy
To nie ważne, ważne to, że chla za swoje.
środa, 29 stycznia 2014
GRODZISZCZE

Trójka rycerzy: Dobrowoj z Pyzdr, Krzesimir z Kalisza i Bzdzisław z
Pierdogrzmotów stali sobie spokojnie na pagórku, pośród drzewek liściastych i nielicznych chojaków, przyglądając się panoramie roztaczającej przed ich oczyma.
-To gdzie nas dziś wywiało? – zapytał Dobrowoj
-Nie wiem – odparł Krzesimir, przyglądając się otoczeniu – Nie wiem, ale grodziszcze jakoweś widzę...
-Też je dostrzegłem – powiedział Dobrowoj
-A ja go nie widzę – spokojnie skonstatował Bzdzisław
-Nie widzicie, bo tyłem do onego grodziszcza stoicie i jeno choinki macie przed oczami – również spokojnym głosem odpowiedział Dobrowoj
-Nie mogę stać tyłem, bo tyłem nic nie widzę – odrzekł Bzdzisław
-Młot – powiedział Krzesimir, drapiąc się po brodzie
-Odwróćcie go kompanie miły – poprosił Dobrowoj – Bo inaczej grodziszcza nie ujrzy i opowieść nasza zawiśnie w powietrzu jak topór wikinga
-O... grodziszcze jakoweś! – powiedział Bzdzisław, kiedy Krzesimir zmienił siłą jego położenie
-No grodziszcze, grodziszcze – stwierdził Dobrowoj
-Cicho, spokojnie... muchy bzykają, słońce grzeje – powiedział Krzesimir, przeciągając się leniwie, aż nity w zbroi zaskrzypiały.
-Nuda – powiedział Bzdzisław, kładąc dłoń na głowni miecza
-Jaka nuda? – zapytał Dobrowoj, spoglądając na Bzdzisława zdziwionym wzrokiem
-No nuda – odparł Bzdzisław – Nic się nie dzieje, grodziszcze stoi, nikt go nie oblega, no żeby chociaż jakieś małe zarzewie ogieńka, oręża szczęku nie słychać, płaczu niewiast i gwałconego drobiu... nuda
-A na cholerę to koledze? – nieparlamentarnie wyraził się Krzesimir
-A na chwałę rycerską – odrzekł Bzdzisław, poprawiając przekrzywioną zbroję
-Jeden taki, to na chwałę rycerską i psychiczną chorobę symulując, na wiatraki z kopią się zasadzał – powiedział Dobrowoj
-Musiał z kopią, nie stać go było na oryginał? – zapytał Bzdzisław
-Mogę go znieczulić? – zapytał Krzesimir, potrząsając znacząco swą lśniącą rękawicą
-A jakoż się zwał ten zacny rycerz? – z zaciekawieniem zapytał Bzdzisław
-Don Kichot z Manchy – odparł Dobrowoj
-Korniszon z Hańczy? – zapytał Bzdzisław – To nie wiem czemu nie znam, wujka w Hańczy miałem
-Pewnikiem taki sam młot jak nasz kolega – z przekąsem wtrącił Krzesimir
-Miał kolega? – dopytywał Bzdzisława Dobrowoj
-Ano miałem, bo wuj zszedł był – smutnym głosem odparł Bzdzisław
-Na psychiczną chorobę? – z ironicznym uśmieszkiem zapytał Krzesimir
-Nie – odparł Bzdzisław – Do piwniczki zszedł był...
-I tam mu się zmarło? – zapytał Dobrowoj
-Nie – zdziwionym głosem zaprzeczył Bzdzisław – miodów tam różnistych dostatek w onej piwniczce był, to i wujowi czasu tam zeszło...
-No to zszedł był, czy nie był zszedł? – zapytał Krzesimir
-Też mnie to odrobinę zaciekawiło – powiedział Dobrowoj, drapiąc się w brodę
-Zamieszkał w piwniczce – spokojnie odparł Bzdzisław – Do której zszedł był...
-Ale żyje? – dopytywał Krzesimir
-Tego nie wiem – odparł Bzdzisław – Nikt go od tamtej pory nie widział
-To i tak nie ma w sumie znaczenia – powiedział Dobrowoj – W końcu o innego rycerza się rozchodziło i nie z Hańczy tylko z La Manchy...
-Aaa – ze zrozumienie „zaaował” Bzdzisław – A ten Korniszon z Manczy to kto?
-Nie „Korniszon”, tylko Don Kichot – nader spokojnie tłumaczył Dobrowoj – Błędny rycerz
-Aaa – ponownie „zaaował” Bzdzisław
-Zdzielić go? – zapytał Krzesimir
-Nie... no – zawahał się Dobrowoj – Może mu coś pod tym hełmem w końcu zaiskrzy
-Chyba jak mu iskra z ogniska tam wleci – powiedział Krzesimir
-Rycerz błędny –zadumał się Bzdzisław – znałem jednego Błędnego... ale mu Kleofas na chrzcie dali... a nie Don
-A ten miał na imię Alonso a nie „Don” – odparł Dobrowoj
-No to co mnie w błąd wprowadzacie? – zirytował się Bzdzisław
-I do tego zwano go „Rycerzem smętnego oblicza” – dodał Dobrowoj, przyglądając się reakcji Bzdzisława
-Ja jestem rycerzem... – zadumał się Bzdzisław
-I do tego smętnie oblicza – powiedział Krzesimir – Pamiętacie jak miał ocenić liczbę rycerzy przeciwnika?
-Oj pamiętam, pamiętam – odparł Dobrowoj – Powiedział „Trzech”
-No właśnie – potwierdził Krzesimir – Na polu stało dziesięć tysięcy rycerstwa... a on trzech tylko zauważył...
-Bo mnie trzech goniło – odparł Bzdzisław
-Taa... tylko na tą wieść, król nasz dwudziestu konnych zaledwie wysłał im naprzeciw – smutnym głosem powiedział Dobrowoj
-Jak wrócili, to każden jeden był siwy ze strachu – dodał Krzesimir
-Nawet ten łysy – powiedział Dobrowoj
-I każden miał zbroję do prania – powiedział Krzesimir, znacząco zerkając na Bzdzisława
-Oj tam, oj tam – powiedział Bzdzisław – Nie ma co wracać do starych czasów
-Lepiej wracać do starych, niż myśleć o nadchodzących – powiedział Krzesimir – Nigdy nie wiadomo co nasz Bzdzichu narozrabia.
-A ja tam kiedyś cos rozrabiam... - żachnął się Bzdzisław – Toć przecie ja spokojny jako baranek jakowyś.
-Baranek... – zachichotał Krzesimir – Z was kolego to nie baranek a Baran pełną gębą.
-Czy on mnie obraża? – zapytał Bzdzisław, Dobrowoja.
-Nie sądzę, raczej zbyt prawdomównym mi się wydaje – odparł wymijająco Dobrowoj.
-Aha – odparł Bzdzisław na poły rozumiejąc, albo udając, że rozumie – Może ja smętnie obliczam... ale wzrok to mam dobry
-A co tu wzrok ma do tego co mówimy – zdziwił się Dobrowoj.
-A w zasadzie nic – odparł Bzdzisław.
-No to po co kolega raczył o swym wzroku sokolim napomnieć? – zapytał Krzesimir.
-A bo się grodziszcze fajczy – spokojnie powiedział Bzdzisław.
-Gro... orzesz ty w kolczugę kłuty – fantazyjnie zaklął Krzesimir podnosząc wzrok i zerkając ku faktycznie, pięknie palącemu się gródkowi.
-Ma rację – powiedział Dobrowoj – Jeszcze chwile temu, blanki jego pięknie się skrzyły w słońcu a teraz dym czarny bucha.
-Może to Tatarzyn obległ grodziszcze – rzucił przed siebie Krzesimir.
-Tatarzyn? – zdziwił się Dobrowoj – A który to mamy rok?
-Ja dziś nie wziąłem kalendarza – odparł Bzdzisław.
-A to czemu? – zdziwił się Krzesimir – Przecież w waszych przepastnych sakwach, zawsze było nań miejsce?
-Ale ten był z księżną Gryzeldą – zawstydzony odparł Bzdzisław – i żem sobie go w izbie nad łożnicą powiesił
-O fuj – skrzywił się Krzesimir – Ja tą Gryzeldę to kiedyś widziałem.
-I jakie wrażenia? – zapytał Dobrowoj.
-O fuj – skrzywił się ponownie Krzesimir.
-A ta w kalendarzu bez sukni była – powiedział Bzdzisław lekko się śliniąc – W samych ino galotach.
-O podwójny fuj... – próbował się skrzywić Krzesimir, ale więcej już nie mógł.
-No ale może coś bliżej – powiedział Dobrowoj – Bo ja z rzeczoną Gryzeldą przyjemności spotkania nie miałem.
-Przyjemności??? – Krzesimir aż sapnął – Pamięta kolega tego ukraińskiego chłopa, Hryhorija?
-O fuj... – tym razem skrzywił się Dobrowoj.
-No właśnie – powiedział Krzesimir – Tego co nim straszono dzieci?
-O fuj, fuj... pamiętam – odparł zdegustowany Dobrowoj.
-No to Gryzelda, pięć razy brzydsza jest od Hryhorija – stwierdził Krzesimir
-O, popiątne fuj, fuj – powiedział Dobrowoj i poszarzał na twarzy.
-A mnie się podoba – powiedział Bzdzisław i zerknął w kierunku pożaru – Grodziszcze dogasa...
-O fuj... a nie, nie fuj – zastanowił się Dobrowoj – Faktycznie, jakby dogasało...
-To co robimy? – zapytał Krzesimir
-Ja kalendarza nie mam – powiedział Bzdzisław – Ale mam kiełbaski, co żem je z gospody zabrał.
-Hmm... – zamruczał Dobrowoj – Niby z kolegi taki ten, tego... ale tym razem chyba nawet ja się musze zgodzić, że kiełbaski to niegłupi pomysł.
-To co? – zapytał Krzesimir – Grillujemy?
-Chyba trzeba się spieszyć – odparł Dobrowoj – Bo nam grodziszcze zupełnie dogaśnie, a kolega niech nam te kiełbaski pokaże, bo po koledze to nigdy nic nie wiadomo...
Bzdzisław posłusznie zaczął grzebać w sakwie i po chwili wyciągnął rzeczone kiełbaski, owinięte w jakieś różowy materiał. Rozwinął je i pokazał swym druhom.
-No, i całkiem ładne te kiełbaski – skonstatował Dobrowoj – Smacznie wyglądają
-A w co kolega szanowny, to mięcho zawinął? – zapytał Krzesimir, przyglądając się różowemu materiałowi.
-A w galoty księżnej Gryzeldy – z obleśnym uśmieszkiem odparł Bzdzisław.
-O fuj, fuj, fuj – skrzywili się pozostali rycerze i zanim Bzdzisław cokolwiek do tego dodał, wskoczyli na konie i odjechali. A dym z grodziszcza unosił się za nimi jeszcze długo i całkiem wysoko, jak na takie małe grodziszcze. I nie było już im dane dowiedzieć się, że to nie od ataku niecnego Tatarzyna, grodziszcze owo spłonęło. A od iskry z ognia w który mieszkańcy grodu, z obrzydzeniem wrzucali ekskluzywne wydanie kalendarza z rozebraną do rosołu księżna Gryzeldą.
wtorek, 28 stycznia 2014
piątek, 24 stycznia 2014
KURT
Szedłem do sklepu w celu zakupu
pieczywa. Zobaczyłem Kurta pod klatką bloku. Mróz taki, że ptaki zamarzają w
locie i spadają miażdżąc koty. Taka zemsta. Zanim zdążyłem podejść do Kurta,
ten przemieścił się do drugiej klatki. Tym razem udało mi się dotrzeć na czas.
Kurt zmarzniętą dłonią kombinuje coś przy domofonie.
- Cześć, co robisz? – pytam,
przestępując z nogi na nogę i przytupując.
- Integruję – odpowiada Kurt,
lekko drżącym głosem, wypuszczając przy tym obłoczek pary z ust.
- Co integrujesz? – pytam –
Zwariowałeś? Jest chyba ze trzydzieści stopni na minusie!
- No właśnie – odpowiada – Na
dworze mróz i w kontaktach międzyludzkich wcale nie lepiej.
- To znaczy? – pytam, podskakując
rytmicznie i próbując rozgrzać coraz bardziej zmarznięty korpus.
- Wiesz, że w tym bloku, a nawet
w tej klatce, ludzie mieszkają po dziesięć lat – mówi Kurt – A się nie znają?
Piętro wyżej to już zagranica.
- No wiem – odpowiadam – Ale co
ty masz z tym wspólnego?
- Ja ich integruję – mówi Kurt i
wciska naraz wszystkie guziki w domofonie. Odzywają się głosy, pytają,
zaczynają się przekrzykiwać, padają inwektywy i wyzwiska.
- No i co teraz? – pytam. Kurt
zerka w bok, w stronę klatki gdzie był przed chwilą. Zgromadził się tam tłumek
wkurzonych „zintegrowanych” lokatorów.
- Spieprzamy – mówi Kurt i
zaczyna uciekać. Nie pozostaje mi nic innego, jak pójść w jego ślady, tym
bardziej, że zintegrowani ruszają w naszą stronę.
Niby głupi pomysł. Ale coś w tym
jest. Kurt to ma łeb... i chyba dłuższe nogi, bo nie mogę go dogonić.
czwartek, 23 stycznia 2014
środa, 22 stycznia 2014
wtorek, 21 stycznia 2014
poniedziałek, 13 stycznia 2014
WIADOMOŚCI
KATOWICE - Policja zatrzymała niejakiego Zenona K., który wdarł się do salonu z zegarami i siekierą porozbijał wszystek towar wystawiony do sprzedaży. Policjantom tłumaczył, ze zrobił to, dla zabicia czasu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















.jpg)
.jpg)
.jpg)





