Walerian Szprota postanowił napisać książkę. Nie będąc urodzonym humanistą, postanowił wystartować jako twórca powieści sensacyjnej. W głowie słyszał warkot rotorów helikoptera, jazgot broni maszynowej, fantazyjne dźwięki rykoszetów, jęki rannych i konających, odgłosy eksplozji, chrzęst gąsienic wozów opancerzonych, nawoływania dowódców, krótkie, zgrzytliwe wstawki polowych radiostacji. Miał to wszystko w głowie, wiedział już dokładnie co i gdzie się stanie, kto zginie i dlaczego. Oczami duszy widział już swego bohatera. Rosłego, ciemnowłosego mężczyznę ze szramą na policzku w granatowej czapce, w mundurze tego samego koloru i z torbą przewieszoną przez ramię...zaraz, z jaką torbą, to miał być ciężki karabin z mnóstwem akcesoriów a nie jakaś paskudna, czarna torba. Przecież jego bohater nie mógł wyglądać jak listonosz.
-Pańska emerytura, panie Szprota- zagaił listonosz wchodząc do pokoju. Z czarnej torby wyciągnął pieniądze i druczki.
-Pan tu podpisze- powiedział, podsuwając druczek pod nos pana Waleriana i podając mu długopis.
-Tylko te krzyżyki niech pan stawia proste bo później mają do mnie na poczcie pretensję-dodał. Pan Walerian z mozołem nakreślił trzy krzyżyki w rubryce "podpis odbiorcy" i zmęczony odebrał od listonosza pieniądze. "Parszywe życie"- pomyślał, ten bezczelny pracownik sektora państwowego rozwiał jego marzenia o napisaniu książki, przypominając mu w tak bezwstydny sposób o jego analfabetyzmie. Tak sobie pomyślał pan Walerian i poszedł zaparzyć sobie herbaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz